Relacja z lotniczej podróży do Warszawy

 

W drugi dzień ferii zimowych lotnicy z Koła Symulacji Lotniczej mieli dosyć nietypowe zajęcia. Pierwsza ich część obejmowała ćwiczenia symulatorowe obejmujące wykonanie kręgów nadlotniskowych z użyciem polskiej frazeologii lotniczej. W przypadku członków z rocznym stażem można powiedzieć, że wynik był zadowalający, natomiast przed tegorocznymi żółtodziobami jeszcze dużo pracy w te ferie. Materiały szkoleniowe zostały już zorganizowane i na luty przypadnie test praktyczny zdobytej wiedzy i umiejętności.

Fot. Zrzut ekranu z konsoli radarowej Euroscope z ćwiczeń KSL.

 

Druga część zajęć, ta bardziej nietypowa, miała postać wyprawy lotniczej do Warszawy. Korzystając z faktu, że Ryanair lata na trasie Gdańsk – Warszawa Okęcie, kupiliśmy jesienią taniutkie bilety na 17 stycznia. Wylot planowo o godzinie 13:00, więc na lotnisku byliśmy już o 11:45.

Każdy przeszedł odprawę biletową oraz kontrolę bezpieczeństwa – jedni musieli się pozbyć pasków od spodni, inni butów, inni jednego i drugiego, a najszczęśliwszym dołożono jeszcze kontrolę osobistą ;). Przed wylotem, już w strefie wolnocłowej najgłodniejsi kupili jedne z najdroższych kanapek w swoim życiu ;).

Fot. 14 zeta!

Wylot z kilkuminutowym opóźnieniem z pasa 29, przy pięknej pogodzie i prawie pełnym pokładzie nastroił nas optymistycznie. Jedni cieszyli się z przyspieszenia, inni ze wznoszenia, a jeszcze inni (nie powiem kto) nerwowo ściskali oparcie i odmawiali zdrowaśki, modląc się, by ten koszmar już się skończył.

Fot. Także tak...

Stolica przywitała nas niską podstawą chmur, lądowanie na pasie 11 wypadło bardzo miękko. Jako, że na pokładzie byli „nasi” – rozległy się okolicznościowe brawa. Z Okęcia wygodnie kolejką w kilkanaście minut dotarliśmy do Centrum. Ponieważ wszyscy już tylko myśleli o wiadrze kurczaków w panierce udaliśmy się do stoiska „ze zdrową żywością” na górnym piętrze Złotych Tarasów.

Fot. W tunelu czasoprzestrzeni.

Po nabraniu sił ruszyliśmy do metra i, przez chwile czując się  jak w Nowym Jorku, dojechaliśmy do Pomnika Warszawskiej Syrenki, przy którym oczywiście zrobiliśmy pamiątkową fotografię.

Znowuż metrem wróciliśmy do Centrum, gdzie kolejnym punktem programu miał być taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki. Ale, że chmury były naprawdę nisko, rozważaliśmy zamianę na godzinną zabawę na lodowisku, które działa przy PKiN. Na nasze nieszczęście wypadła godzina serwisowa na namrożenie płyty, więc jednak wjechaliśmy na górę pałacu. Zamglenie okazało się mniejsze niż się spodziewaliśmy, a ponieważ było już stosunkowo ciemno, widoki było bardzo klimatyczne. Wbiliśmy się w 7 osób w fotobudkę i uwieczniliśmy nasz pobyt na szycie tego socrealistycznego obiektu.

Po pokonaniu 112 metrów w dół odwiedziliśmy jeszcze na pół godzinki Złote Tarasy po czym ruszyliśmy kolejką na Okęcie. Na lotnisku byliśmy godzinę przed odlotem, który przypadał na 20:00. Jednak wkrótce okazało się, że nasz samolot zamiast czekać na nas na płycie lotniska, czekał dopiero na odlot z… Gdańska, w którym panowały fatalne warunki atmosferyczne. Widzialność podawana w METARze początkowo wynosząca 150 metrów spadła do 50, do tego OVC na poziomie 001… Kilka samolotów krążyło nad Gdańskiem, część z nich odleciała na lotniska zapasowe, zaś na rozkładzie przylotów w EPGD było kilka lotów odwołanych. Rysowała się przed nami perspektywa albo kilkugodzinnego oczekiwania, albo podróży autokarem.

Fot. Zmęczenie i nerwy dawały o sobie znać ;).

Jednak los nam sprzyjał i ostatecznie nasz Boeing 738 wystartował z Gdańska i godzinę później stanął już na płycie Okęcia. Kapitan w komunikacie powiedział, że warunki w EPGD są bardzo trudne, że podejmie próbę lądowania, ale zagwarantować niczego nie może. Atmosfera była nieco nerwowa, potem samolot pokołował jeszcze do strefy odladzania, w METARze bowiem było ostrzeżenie  o FZFG.

Wystartowaliśmy z pasa 29 i polecieliśmy na północny zachód. Sam lot bardzo gładki i ku naszemu zdziwieniu, gdy samolot zszedł poniżej TL naszym oczom ukazała się ziemia, z daleka widoczne światła podejścia do 29, co nas mocno uspokoiło. Lądowanie całkiem przyjemne, jednak tuż po przziemieniu zszokował nas widok unoszącej się nad pasem tak gęstej mgły, że naprawdę mało co prócz granicznych świateł krawędzi pasa było widać. Także szczęśliwi opuściliśmy pokład i udaliśmy się do sali przylotów. Busem pokonaliśmy skąpane we mgle Żukowo, Kartuzy, miejscami z mrozem -13 stopni i dotarliśmy około północy do Sierakowic.

Była to ciekawa lekcja nie tylko obycia z lotniskiem, procedurami bezpieczeństwa ale i nieprzewidywalnością pogody i jej wpływu na podróżowanie w przestworzach. Następnym celem będzie jakieś lotnisko zagraniczne, ale to pewnie dopiero w następnym roku szkolnym.

Póki co – do miłego!


Podziel się z innymi: Facebook Google Tweet This
Facebook - Lubię To:


Facebook

symulacje lotnicze, symulator lotów, KSL, Koło Symulacji Lotniczych, Gimnazjum w Sierakowicach, FS2004, Aeroklub Słupski, lotnictwo wirtualne, vatsim, Dedal, Śladami Dedala